Święta, Święta i po Świętach.
Pogoda Nas nie rozpieszczała; wiało, lało, śniegiem nawet posypało.
Mieliśmy jechać do rodzinki, ale musieliśmy zostać! Pochorowałam się na maxa.
Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło :)
Zamiast odpoczywać, było pracowicie. Moje dzieci wymyśliły, że będą się uczyć szyć na maszynie.
W Sobotę Wielkanocną zamiast szykować koszyk ze święconą to szyliśmy zające poduchy. Potem akcja z szyciem się rozkręciła i powstały jaja, ptaszki, małe zajączki, chmurki, misie, serca......i tak do godziny 23:00 z przerwami.
Cieszy mnie jednak fakt iż dzieciaki nie spędziły Świąt mimo brzydkiej pogody przed komputerem, czy konsolami. Szycie bardzo ich wciągnęło.
Na sobocie się nie zakończyło. Niedzielne popołudnie to szycie małych piłeczek tzw"Zośki". By już materiałów resztek nie chować postanowiłam im jeszcze uszyć poduchy w kształcie wielorybów.
Kończąc szyć drugiego wieloryba, przyszli pokorni z minami po pas..... bo urwali ogon rybie, "ale to było niechcący". No i cóż jedno kończyłam, drugie zaczynałam....Syzyfowa robota :)
Oliwier jak widać też bardzo pomagał.
Pozdrawiamy Wszystkich, życzymy by na niebie słoneczko zagościło i u Was :)